Konkurs policja i pies - szoszo

Konkurs i pies

Dzisiaj bardzo krótki wpis, przypomniałam sobie historię sprzed lat.  Zdarzyło mi się wysłuchać pewnej audycji radiowej, w której jedna miła dziennikarka rozmawiała z inną równie sympatyczną panią o rozstrzyganym w owym czasie konkursie plastycznym. Wydarzenie organizowane było przez straż miejską albo policję. Nie pamiętam dokładnie. Na pewno w całą sytuację wplątane były jakieś oficjalne władze.

Uczestnikami konkursu mogły zostać dzieci oraz młodzież szkolna. Nie wiem dokładnie jakie kryteria wieku obowiązywały. W każdym razie ja byłam już chyba zbyt stara, by brać udział w rywalizacji. Zresztą i tak dowiedziałam się o niej dawno po zapadnięciu rozstrzygającego werdyktu. Zadaniem uczestników konkursu było wykonanie projektu maskotki, która miała stać się w oczach najmłodszych obywateli naszego kraju czymś w rodzaju symbolu władz mundurowych. Pluszak miał być wykorzystywany w sytuacjach kryzysowych do tego, by zmniejszyć poziom stresu u małych dzieci, które z powodu jakichś niesprzyjających okoliczności zmuszone były do osobistego kontaktu ze stróżami prawa.

Konkurs wygrała pewna dziewczynka, która zdecydowała się wykonać rysunek psa. Stworzona praca plastyczna miała posłużyć jako projekt do późniejszego wykonania maskotki. Zwyciężczyni miała w sumie niegłupi pomysł. W końcu to takie zabawne że psy panowie policjanci pozwolą na to, by ich maskotką, a więc poniekąd także ich symbolem stało się merdające ogonem, śliniące się, a czasem nawet zjadające własne kupy stworzenie.

Wybór rzeczywiście fajny. Panowie w mundurach mogli w ten sposób pokazać, że są wyluzowani, mają dystans do samych siebie i takie tam. W pełni poparłabym decyzję jury, gdyby nie jeden drobiazg. Udzielająca radiowego wywiadu pani przyznała otwarcie, że osoby odpowiedzialne za wydanie werdyktu rozstrzygającego konkurs jeszcze przed zapoznaniem się z wykonanymi przez dzieciaki rysunkami, uzgodniły między sobą, że zwyciężyć ma rysunek psa. W regulaminie natomiast nie było nawet najmniejszej wzmianki o tym, że prace przedstawiające stworzenia inne niż włochate kundelki będą dyskwalifikowane. Jeśli dziecko biorące udział w konkursie przypadkiem nie wstrzeliło się w znane jedynie za kulisami wymogi jury, to nie miało już znaczenia jak ciekawa jest jego propozycja. Nie była ona w ogóle brana pod uwagę. Trochę głupia sprawa.

4 przemyślenia nt. „Konkurs i pies”

    1. Nie wim czy tak ostre określenie jest potrzebne. Mam nadzieję, że sytuacja była wynikiem nieprzemyślanego działslania, a nie celowego oszustwa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *