prawo autorskie

Na granicy sztuki i szaleństwa. Prawo autorskie.

Z obowiązujących w naszym kraju przepisów prawnych jasno wynika, że w momencie publicznego wykorzystywania elementów cudzej twórczości powinniśmy podać informacje na temat autora. Kwestie te rozstrzyga przede wszystkim ustawa o prawie autorskim. Moim zdaniem napisana jest ona w całkiem dobry sposób. Zapewnia wystarczającą ochronę twórcom, jednocześnie zwracając uwagę na fakt istnienia wartości nadrzędnej, jaką jest nasz wspólny dorobek kulturowy. Coraz częściej problematyka wykorzystywania cudzej twórczości dotyczy przestrzeni wirtualnej, jaką jest przede wszystkim nasza działalność w Internecie.

Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że postępuje w sposób nieodpowiedni umieszczając w sieci chociażby fragment cudzego tekstu, zdjęcia bądź ilustracji, bez jasnego wskazania autora. Co więcej, jest to działanie nie tylko sprzeczne z przepisami, ale także niezgodne z nieoficjalnymi normami dotyczącymi relacji międzyludzkich, które obowiązują w naszym społeczeństwie. Zazwyczaj jednak prawo autorskie kojarzy się nam z dziedzinami takimi jak muzyka, literatura, sztuki plastyczne, ewentualnie nauka. W rzeczywistości obejmuje ono ochroną każdy rodzaj twórczych działań, niezależnie od formy w jakiej się one przejawiają. Oznacza to, że chociażby wszelkie wyroby użytkowe w sensie prawnym traktowane są w ten sam sposób co wielkie dzieła sztuki lub literatury. Oczywiście pod warunkiem, że charakteryzują się one elementem nowości. Nie stanowią kopii innego przedmiotu, ale wykonane zostały w sposób oryginalny, nienaśladowczy.

Skoro dizajn rozumiany jako projektowanie przedmiotów użytkowych uznawany jest za jeden z typowych przykładów działalności twórczej, to wszelkie zasady dotyczące informowania o autorstwie, powinny dotyczyć także jego. Tylko że przecież każda rzecz została przecież kiedyś wymyślona i ma jakiegoś autora. Czy to znaczy, że powinniśmy podawać szczegółowe informacje na temat wszystkich przedmiotów widocznych na fotografiach, które zdecydowaliśmy się opublikować w Internecie? Przecież to absurd.

Prawo autorskie – gdzie zaczyna się paranoja?

Czy da się w sposób jednoznaczny określić to, kiedy powinniśmy zadbać o podanie informacji na temat autora?

Kwestie te zaczęły mnie zastanawiać w momencie, gdy wybrałam się do kilku sklepów meblowych. Chciałam znaleźć idealny stół. Nie byłam pewna czy opisując perypetie związane z jego zakupem i jednocześnie prezentując stół na fotografiach, powinnam podać informacje o tym, kto go wykonał lub zaprojektował. Krążyłam pomiędzy tanimi meblowymi sieciówkami oraz nieprzyzwoicie drogimi dizajnerkami salonami. Co ciekawe dopiero w tych drugich zaczęła mnie nurtować opisywana kwestia. Tak jakby twórcy tanich mebli byli w sposób automatyczni pozbawieni prawa do… prawa autorskiego.

Jasne, większość produktów w sklepach sieciowych to masowe wyroby, w bardzo silnym stopniu inspirowane propozycjami bardziej renomowanych marek. Często są to po prostu zwykłe kopie. W związku z tym w najmniejszym nawet stopniu nie obejmują ich kwestie praw autorskich. Jednak skąd mogę wiedzieć, czy przypadkiem stół, na zakup którego się zdecyduję nie będzie stanowił wyjątku? Kto i na jakich zasadach decyduje o tym, które z użytkowanych na co dzień przedmiotów są efektem twórczego działania? Czy istnieją jasne zasady, które określają w jakich przypadkach powinniśmy cenić nie tylko funkcjonalność danych wyrobów, ale dostrzegać również ich nowatorski charakter i oryginalność? Czy nasza subiektywna ocena może okazać się wystarczająca?

Trudno jest mi odpowiedzieć na te pytania. Wydaje mi się jednak, że czasem lekceważymy twórców przedmiotów użytkowych. W końcu nie tylko osoby określane jako dizajnerzy lub projektanci, mają pełne prawo do ochrony swych autorskich praw. Z drugiej jednak strony nadmierna troska o to, by nikt nie czuł się poszkodowany, może się okazać zwyczajnie niepraktyczna. Spowoduje więcej szkody niż pożytku.

Ostatecznie stołu nie kupiłam. Postanowiłam zrobić go sama. Jak na razie mam tylko nogi, ale liczę na to, że i z blatem dam sobie radę. Trzymajcie za mnie kciuki!

Zastanawiasz się jaka jest różnica pomiędzy twórcą a autorem? O tym też napisałam: Kto jest autorem

4 przemyślenia nt. „Na granicy sztuki i szaleństwa. Prawo autorskie.”

  1. Ale jak to, twierdzisz, że to co w internetach i guglach to nie jest darmowe. Przecież jest w Internecie, to Chyba za darmo Nie? I muzyka i książki z chomika. Za darmo jest Nie? Szkoda właśnie, że coraz więcej osób tak uważa, a mniej jest takich, którzy szanują autor i jego prawa.
    Powodzenia ze stołem. 😊

    1. Hmm, faktycznie masz rację. Coś mi się musiało pomylić. W końcu płacisz za dostęp do internetu, więc to co w nim znajdziesz jest Twoje, prawda? 😉
      Chociaż akurat z tym Chomikiem to nieco bardziej złożona kwestia, bo zasadniczo pobieranie treści jest jak najbardziej legalne. Prawo łamie natomiast ten, kto udostępnia cudze treści bez zezwolenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *