kurator z zagranicy

Kurator z zagranicy

Dzisiaj znów podzielę się z wami pewnymi spostrzeżeniami, które przyszły mi do głowy w momencie przeglądania najnowszego numeru Pisma Artystycznego Format. (W końcu dwie dychy wydałam. Musi się zwrócić.) Jak sądzicie, dlaczego twórcy zagraniczni są lepsi?

Kurator na światowym poziomie

Mariusz Urbanek opisując pewne wydarzenia, organizowane w związku z otrzymaniem przez Wrocław statusu Europejskiej Stolicy Kultury, stwierdził tak:

Po to zatrudniono jako kuratora ds. performance Chrisa Baldwina, opromienionego sławą człowieka, który pracował przy inauguracji Olimpiady w Londynie, jedynego wśród ośmiu kuratorów odpowiedzialnych za ESK twórcę spoza polski. To świadczy o wadze jaką przywiązywano do zadań, które powierzono właśnie Baldwinowi.

Serio? Wciąż jesteśmy tak zakompleksionymi istotami, że to co zagraniczne automatycznie jest przez nas uznawane za lepsze? Ja nie twierdzę, że wspomniany artysta kurator (Czy kurator to artysta? Muszę się nad tym zastanowić. Może to temat na kolejny wpis?) nie twierdzę, że on nie jest fajny. Skoro współtworzył oprawę wizualną londyńskiej Olimpiady, to z pewnością jest ważny, powszechnie ceniony i takie tam. Jednak z przytoczonego fragmentu tekstu jasno wynika, że Baldwin jest lepszy od innych również dlatego, że jest z zagranicy.

Myślałam, że w czasach zmasowanej turystyki globalnej, internetu i tureckich telenoweli w końcu odkryjemy, że wcale nie jesteśmy gorsi. Czemu w naszej małej Polsce nie pojęliśmy w końcu, że poziom prezentowany przez krajowych twórców nie powinien być w sposób automatyczny uznawany za mniej wartościowy od propozycji przybyłych z krajów zachodnich? Chyba wciąż jestem trochę naiwna.

Czy ktoś w świecie o nas słyszał?

Tak naprawdę to ja się tutaj wymądrzam, popisuję rozsądkiem i sprawiedliwością, a jeszcze stosunkowo niedawno również mi zdarzyło się prezentować całkiem konkretny umysłowy zaścianek. Jak już wspominałam w jednym z poprzednich wpisów, znaczną część okresu studiów spędziłam na Słowacji. Uczestniczyłam tam w kilku zajęciach dotyczących historii sztuki oraz teorii współczesnych działań artystycznych. Do dzisiaj pamiętam moje zdziwienie, gdy w trakcie wykładu, który dotyczył najważniejszych wydarzeń współczesnej europejskiej sceny artystycznej, zaczęto wymieniać polskie nazwiska. Kozyra, Żmijewski i ten koleś, który razem z sąsiadami z Bródna przebierał się za kosmitów.

Ale jak to? Czy to znaczy, że sztuka polska kogoś obchodzi?

Widocznie tak.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Słowacja leży zaraz po sąsiedzku. W związku z tym wiedza na temat naszego kraju może być nieco większa niż w jakichś bardziej odległych zakątkach Europy. Jednak i tak uważam, że jest to miły i w pewien sposób ważny fakt.

A czy wy słyszeliście już o jakimś słowackim artyście?

5 przemyśleń nt. „Kurator z zagranicy”

  1. Ja nie słyszałam o słowackich artystach, pewnie najszybciej można usłyszeć o wokalistach ewentualnie zespołach z tamtego kraju. Ja kojarze kilku pisarzy słowackich, chociaż nie dam sobie ręki uciąć, że nie byli Czechami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *